Życie jest za krótkie, żeby je marnować
#1
Star 
Co jest najtrudniejsze tuż po wypadku?
Dla mnie pobyt w szpitalu był ogromnym szokiem. Człowiek nie bardzo rozumie sytuację wypadku, dlaczego znalazł się w szpitalu, co w ogóle się stało. Ja nie wiedziałem co ze mną będzie. Lekarze milczeli. Nie miałem pojęcia czy będę chodził. Pamiętam to uczucie niepewności, ale zarazem radości, że przeżyłem. Bez względu na to, co będzie i jaki będzie mój stan po prostu cieszyłem się, że żyję. Wierzyłem, że też mogę robić fajne rzeczy, mimo mojej niepełnosprawności.

Rozumiem, że pomyślał Pan, że po prostu dostosuje się do nowej rzeczywistości? Czy zadawał Pan pytanie: „Dlaczego ja, dlaczego to się stało”?
Nie zadawałem, bo byłem sam sobie winien. Nie mogłem nikogo winić, szukać przyczyn, sprawców. Dla mnie było to proste w rozumieniu. Wypadek samochodowy spowodowałem ja sam, prowadziłem zbyt szybko. Byłem mocno uzależniony od adrenaliny. Szalałem. Wszystko robiłem ekstremalnie: jazda na rowerze czy samochodem była bardzo często szybka i niebezpieczna. Zawsze wiązało się to z dużymi prędkościami. Mój wypadek to była tak naprawdę kwestia czasu. Po tym, co się wydarzyło cieszyłem się, że w ogóle żyje. Uznawałem to za wielkie szczęście. Jakby było to potrącenie na pasach lub błąd lekarski być może zareagowałbym inaczej. W moim przypadku nie mogłem.

Co było dalej? Jak wtedy wyglądało Twoje życie?
W szpitalu leżałem około roku. Krótko po tym jak mogłem się ruszać i wyjść ze szpitala wróciłem do takich normalnych rzeczy. Pierwsze wyjazdy były na początku gdzieś blisko i z kimś. Musiałem prosić o pomoc.  Mieszkałem w miejscu, gdzie było dużo schodów i trzeba było mnie nosić góra-dół. Jednak było we mnie przekonanie, że jest mi potrzebna niezależność. Bardzo nie lubię czuć się zależnym od kogoś, zatem podejmowałem kolejne kroki do samodzielności. Pierwszym z nich było kupno samochodu.

Odważny krok. Kupno samochodu i jeżdżenie nim niedługo po wypadku samochodowym niezły wyczyn.  Czy nie bałeś się tego wyzwania? Nie było ono traumatyczne?
Ani nie było traumatyczne, ani nie było myśli, że sobie nie poradzę. Może pomogło mi moje zamiłowanie do adrenaliny. Nie ukrywam były przeszkody, ale nie wynikające z moich lęków, bardziej z otoczenia. Lekarze robili mi problemy z prawem jazdy. Mój ojciec mi pomógł, wściekł się na nich, nakrzyczał i to poskutkowało. Kolejnym krokiem była zmiana mieszkania na takie, które nie miało schodów. Jak już miałem samochód i dostęp do świata zniknąłem z domu i zacząłem być niezależny.

Co dawało Ci siłę po wypadku?
Na pewno bliscy, w moim przypadku byli to przede wszystkim rodzice. Dużo łatwiej jest również tym, którzy byli pogodnymi osobami jeszcze przed wypadkiem. Wszyscy lubią osoby pozytywne, chce się z nimi przebywać i wtedy nie jest ważne, czy osoba jest na wózku, czy też nie. Energia to coś, czym się „zarażamy”, a pozytywne emocje zawsze dają naturalną radość i chęć do życia, te negatywne dużo zabierają.
 
Są momenty w życiu każdego człowieka, kiedy potrzebna jest pomoc w różnej formie. Czy potrzeba pomocy i zależność od bliskich tuż po wypadku była dla Ciebie czymś trudnym?
Pomoc drugiego człowieka jest potrzebna każdemu z nas, tylko potrzebujemy innej formy. Ja potrzebuje, aby ktoś podał mi coś z górnej półki, a ktoś inny potrzebuje przytulenia, bądź rozmowy. Ludzie nie są stworzeni do tego, żeby być sami. Wychodzę z takiego założenia, że każdy bez względu na to czy jest sprawny, czy nie może dużo dać z siebie. Każdy też ma wbrew pozorom słabe punkty, każdy ma ograniczenia. Nie ważne czy jesteśmy na wózku, czy nie można dać komuś bardzo dużo z siebie. Możemy dużo wnieść w czyjeś życie.     

Czy możesz opowiedzieć o trudnościach (zwątpieniach, zniechęceniach) jakie napotykałeś? Co było takiego, co przeważyło nad nimi, jak je przezwyciężałeś, aby podejmować kolejne kroki?
Są dwa rodzaje trudnych momentów - jedne to takie, które wynikają z jeżdżenia na wózku i te, które wynikają z  pobytu w szpitalu. Będąc na wózku połamałem sobie dłoń na siłowni. Musiałem funkcjonować na wózku z jedną ręką. Co jest mega ciężkie. Czasami jest frustracja, gdy nie mogę się gdzieś dostać lub muszę poprosić o pomoc. Też są momenty, które są ciężkie bez względu na to czy byłbym na wózku czy nie. Rozstania, ciężkie momenty w pracy. Moim zdaniem samo to bycie sprawnym czy niepełnosprawnym nie ma znaczenia. Każdy się frustruje.

Potrzebowałeś lepszego wózka. Czy już w tym momencie myślałeś, że to początek dobrej firmy?
Miałem kilka swoich firm i pracowałem w różnych miejscach. Robiłem wózek tylko dla siebie. Żebym mógł jeździć po plaży, górach. Myśl o firmie Blumil narodziła się dopiero później. To też był przypadek

Celem było usamodzielnienie siebie?
Tylko i wyłącznie. Ja nie mam nic wspólnego z produkcją ani z inżynierią.

Ale z zarządzaniem już tak?
Tak. Dziś organizuje i zarządzam. Pamiętam, że sprzedałem swoją firmę i nie wiedziałem co robić ze swoim życiem dalej. Zadzwoniłem do przyjaciela inżyniera i powiedział mi: Słuchaj to zacznij produkować i sprzedawać zaprojektowany przez nas wózek. Odpowiedziałem: Dobrze, czemu by nie. To nie było planowane.

Czyli od pasji do sukcesu?
Zawsze jest to pasja. Jak się robi co się lubi to nie czuje się, że się pracuje. Wszystkim zawsze radzę, żeby wybrali w życiu to co kochają, co sprawia im frajdę. Po pierwsze jest szansa, że będzie się w tym dobrym, a po drugie życie jest za krótkie, żeby je marnować. Trzeba szanować każdą sekundę, a wierzę, że każdy ma różne talenty. Wystarczy je odkryć i je rozwijać. Nie musimy być dobrymi we wszystkim.

Wydaje mi się, że nie lubisz słowa niepełnosprawność?
Samo słowo nie jest nacechowane w żadną stronę. Każdy ma swoje jakieś niepełnosprawności. Niektóre są bardziej widoczne. Samo słowo nie jest złe, tylko ten podział jest niedobry. Duża część ludzi na wózkach sama  podział na ludzi sprawnych i niesprawnych wzmacnia. To jest coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć. W tym jest duży problem. Nie jest tak, że osoby sprawne gorzej traktują niepełnosprawnych, tylko często to właśnie osoby niepełnosprawne traktują siebie gorzej. To, co mi pomaga jest dokładnie tym, co teraz się dzieje, coraz więcej osób niepełnosprawnych jest widocznych w fajny sposób. Pojawiają się kampanie reklamowe, które nie reklamują dnia niepełnosprawnych, tylko osobę w ciekawym wydaniu. To bardzo pozytywne. Idzie to w dobrą stronę. To, co mi pomaga to właśnie historie innych ludzi. Kiedy patrzę na osoby w podobnej sytuacji jak ja, czyli na wózkach i widzę ile osiągnęły nakręca mnie to, aby osiągać jeszcze więcej.

Co chciałbyś powiedzieć osobom, które są na początku  drogi po kryzysie, wypadku, chorobie?
Przede wszystkim ważne czy osoba chce coś zmienić w swoim życiu. Ci, którzy nie chcą się zmienić - dla nich nie mam pomysłu. Wiem, że nic się nie dzieję samo. Na wszystko trzeba zapracować. Nie mówię tu o finansach, chodzi mi o bycie szczęśliwym. Na sukces trzeba po prostu ciężko zapracować. Łatwo usiąść i narzekać, ale nic samo się nie dzieje. Ludzie widzą tylko efekt końcowy, a za nim kryje się praca, chwile zwątpienia, przełamywanie siebie, poświęcony czas. Pokazywanie, że nie ma barier jest według mnie najistotniejsze. Mamy teraz taki rozwój technologii, że można dostać się w dowolne miejsce, w szybkim czasie. Jak przeglądam co ludzie robią i publikują to na portalach społecznościach to stwierdzam, że można wszystko i co więcej, można być w tym dobrym.

Jeśli miałbyś nadać puentę swojej historii, jak by ona brzmiała?
Wiem, że mogę cieszyć się życiem. Piękne jest w tym wszystkim, że możemy stwarzać okazje, ale to co się dalej wydarzy to jest wielka niewiadoma. To jest najciekawsze w życiu.

Z Miłoszem Krawczykiem rozmawiała Wiktoria Dróżka.
Odpowiedz


Nowe posty z tego działu muszą zostać zaakceptowane przez moderatora.
[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.

Weryfikacja obrazkowa
Wpisz tekst znajdujący się na obrazku w pole poniżej. Ten proces pozwala chronić forum przed botami spamującymi.
Weryfikacja obrazkowa
(wielkość znaków nie ma znaczenia)

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości