Życie jest tylko jedno i nie chcę go przepuścić
#1
Heart 
Co się stało?
Urodziłem się z wadą genetyczną, która spowodowała u mnie tzw. wrodzoną wiotkość mięśni. Od dzieciństwa byłem słabszy niż moi rówieśnicy, przez co inne dzieci często śmiały się ze mnie i dokuczały mi. Z czasem stałem się bardzo nieśmiały, do tego stopnia, że idąc do liceum wstydziłem się odezwać do kogokolwiek, bo bałem się zostać wyśmiany.
 
Jak to wpłynęło na Twoje życie?
Przez to, że w dzieciństwie nie miałem poczucia, że ktoś z rówieśników naprawdę mnie lubi, idąc do liceum, czy dalej na studia, bardzo ciężko było mi nawiązać relacje z rówieśnikami. Otwieranie się na innych i zaakceptowanie samego siebie było dla mnie bardzo długim procesem, który jednak przyniósł zaskakujące efekty.
 
Co Ci pomogło?
Pomogła mi na pewno akceptacja ze strony dorosłych, nie tylko rodziców, ale też chociażby ich znajomych, którzy bardzo mnie lubili i doceniali jako osobę. Z drugiej strony ogromną odskocznią od rzeczywistości była dla mnie zawsze muzyka. Śpiewam odkąd pamiętam i zawsze sprawiało mi to wielką radość i dodawało wiary w siebie.
 
Kiedy zaczęło się coś zmieniać?
Moje życie zaczęło się tak naprawdę zmieniać pod koniec liceum i na początku studiów. Jedną z rzeczy, które na tym zaważyły, był rower. Jako dziecko, z powodu wiotkości mięśni ciężko było mi nauczyć się jeździć na rowerze, przez co szybko to porzuciłem. Gdy w liceum mama podarowała mi mój pierwszy rower, to otworzyło mi oczy na świat. Z jednej strony zobaczyłem, jak pięknie jest dookoła mnie, ile można zobaczyć, dzięki temu tak naprawdę zrodziła się we mnie chęć podróżowania. Z drugiej strony, pokazało mi to, że mogę więcej, że może jednak nie jestem taki słaby i niedołężny, jak inni mówią. Od tego momentu zacząłem pokonywać coraz więcej i więcej barier, dosięgałem tego, czego myślałem, że nigdy nie osiągnę.
 
Czy możesz opowiedzieć o trudnościach (wahaniach, zwątpieniach) jakie napotykałeś w tym czasie? Co było takiego, co przeważyło nad nimi, jak je przezwyciężałeś, aby podejmować kolejne kroki?
Oczywiście, przychodziły też chwile smutku i zwątpienia. Z jednej strony, te najtrudniejsze momenty pomagała mi przetrwać wiara. Być może nie jestem bardzo gorliwym katolikiem, ale jestem człowiekiem bardzo silnie wierzącym i jeżeli nawet kiedyś przemknęła mi myśl: „A co jeśli? Co jeśli by mnie zabrakło? Co jeśli by tak po prostu ze sobą skończyć?” to wiedziałem, że nie mogę, bo nie ja dałem sobie to życie i nie mam prawa sobie go odbierać... Z drugiej strony, w pewnym momencie, sam nie wiem kiedy, zmieniłem zupełnie swoje podejście do życia. Stałem się niepoprawnym optymistą. Teraz, nawet, gdy przychodzi cięższy czas, mam czegoś dość, czy po prostu jestem zmęczony wszystkim, powtarzam sobie, że to tylko chwilowe i że już niedługo znowu będzie pięknie. Po prostu mam przed oczami jakiś moment, jakiś punkt, do którego dążę i przypominam sam sobie, że to już za chwilę mnie czeka, więc nie warto martwić się tym, co jest teraz. W pewnym momencie zrozumiałem też, że to, że ludzie śmieją się ze mnie, to nic złego. Wręcz przeciwnie, kiedy nabrałem dystans do siebie i sam zacząłem się z siebie śmiać, poczułem się o wiele szczęśliwszy.
 
Czy pamiętasz jakieś ważne punkty przełomowe w Twoim życiu w procesie leczenia? Co było najtrudniejsze i jak sobie z  tym poradziłeś?
Tak jak mówiłem wcześniej, główną cechą, która pomagała mi przejść przez trudny czas, był mój niepoprawny optymizm. Oprócz tego, po moim tacie odziedziczyłem bardzo silny charakter i upór godny zodiakalnego koziorożca. Jeżeli postawię sobie coś za cel, bardzo ciężko jest mnie od tego odwieść. Szczególnie, jeżeli ktoś powtarza mi, że nie dam rady czegoś zrobić – to tylko woda na mój młyn, wtedy chcę to zrobić jeszcze bardziej.
 
Gdybyś miał wskazać pięć rzeczy, które były Ci pomocne w radzeniu sobie w tym kryzysie? Czy było coś co motywowało Cię do ćwiczeń rehabilitacyjnych, układania sobie życia na nowo, co Ci pomogło w odbudowaniu rzeczywistości na nowo? Skąd brałeś siły?
 Nie wiem, czy potrafię wskazać pięć rzeczy, na pewno jednak była to Moja Mama (piękna mi rzecz, nie ma co!), która wspierała mnie zawsze i wierzyła we mnie nawet wtedy, kiedy ja sam przestawałem wierzyć. Poza tym na pewno mój silny charakter i upór, no i muzyka – ona jest dla mnie wszystkim, ona pozwala mi zapomnieć o wszystkim, co dzieje się wokół mnie i być w swoim świecie. Poza tym, mój rower – on zawsze będzie dla mnie ważny jako to, co daje mi wolność i niezależność. Jeżdżąc po okolicy i nie tylko, poznając nowe miejsca, czuję się po prostu wolny.
 
 
Czy obecność innych osób w procesie stawania się śmiałym, szczęśliwym człowiekiem miała dla Ciebie znaczenie? Jeśli tak, to jakie? Tu możesz wskazać  osoby, które pojawiły się na tej drodze, które jakoś wpłynęły na Twoje życie.   
Teraz mam takie poczucie, że każda osoba, którą kiedykolwiek spotkałem, zmieniła moje życie, nieważne, w pozytywny, czy w negatywny sposób. Jestem po prostu bardzo wdzięczny losowi za wszystko i wszystkich, którzy mnie spotkali. Myślę, że spośród takich osób, które wyjątkowo zmieniły moje życie, oprócz rodziny, oczywiście, mogę wymienić dwóch moich przyjaciół, Henia Koczana i Mikołaja Górskiego. Z Heńkiem poznałem się w liceum. Gdy ja przyszedłem do liceum, on właśnie odszedł z posady woźnego. Prowadził jednak grupę biwakową, skupiającą zapaleńców jeżdżenia pod namiot, wspinaczki i ogólnego biwakowania. To on zachęcił mnie, żebym spróbował swojego szczęścia z rosyjskim. Teraz jestem magistrem filologii rosyjskiej i planuję wyjechać do Rosji prowadzić zajęcia na uniwersytecie. Z Mikołajem znamy się od podstawówki, ale naprawdę dobrymi kumplami staliśmy się w liceum, gdzie chodziliśmy do równoległych klas. To za jego namową i jego przykładem pojechałem na moją pierwszą w życiu wymianę studencką do Rosji, gdzie przeżyłem najpiękniejszy rok mojego życia.
 
Jak Twoja sytuacja wygląda teraz? Co Ci pomaga?
Myślę, że najważniejsze w całym tym procesie, który przeszedłem było to, że wiedziałem, że robię to tylko i wyłącznie dla siebie. Wiedziałem, że wszystko to, co zrobię tera ułatwi mi to, co będę chciał robić w przyszłości. W końcu lepiej, żebym sam się kopnął w tyłek raz, a porządnie i zaczął coś robić, niż żeby inni kopali mnie i wyśmiewali przez całe życie.
 
Co zmieniło się w Twoim myśleniu o życiu, o sobie?
Dzisiaj sam do końca nie mogę uwierzyć w to, jak bardzo się zmieniłem. Dzisiaj nie wstydzę się niczego, ani nikogo, jeżeli ktoś zobaczyłby mnie dzisiaj i mnie sprzed dziesięciu lat, pomyślałby, że to dwie różne osoby. Zrozumiałem, że życie jest tylko jedno i nie chcę go przepuścić.
 
Co chciałabyś powiedzieć osobom, które są na początku tej drogi?
Na początku studiów nauczyłem się bardzo życiowej frazy - „Miej wyjebane, a będzie Ci dane”. Chociaż odnosi się ona przede wszystkim do bycia studentem, to świetnie nadaje się też do wykorzystania w życiu. Po prostu każdy, kto jest w podobnej sytuacji, co ja, musi patrzeć nie na to, jakie ma kłopoty, ale jakie ma możliwości przed sobą, jakie ma marzenia i do czego chce dążyć. Jeżeli chodzi o tych ludzi, którzy nas dołują i przeszkadzają nam w osiągnięciu szczęścia, należy pokazać im przysłowiowy środkowy palec i przeć naprzód. I pamiętajcie – życie naprawdę jest piękne, tylko na początku trzeba się zmusić, żeby to zauważyć, a po jakimś czasie wejdzie Wam to w nawyk.
 
 
Jeśli miałbyś nadać tytuł swojej historii, jak by on brzmiał?
„Pokonując samego siebie”.

Z Jakubem Saniternikiem rozmawiała Wiktoria Dróżka.
Odpowiedz


Nowe posty z tego działu muszą zostać zaakceptowane przez moderatora.
[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.

Weryfikacja obrazkowa
Wpisz tekst znajdujący się na obrazku w pole poniżej. Ten proces pozwala chronić forum przed botami spamującymi.
Weryfikacja obrazkowa
(wielkość znaków nie ma znaczenia)

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości