Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać
#1
Music 
 
1.Grzegorzu Twoja historia jest nietypowa. Dużo przeszedłeś już na samym początku swego życia.  Możesz o tym opowiedzieć?
 
Urodziłem się jako wcześniak, w ósmym miesiącu, po odklejeniu łożyska. „To trudny przypadek” – słowa lekarzy, tuż po moich urodzeniu. Niedowład jednostronny, brak tęczówek, zez, oczopląs – to objawy, które występowały u mnie od urodzenia.   Potem cudem przeżyłem dramatyczny wypadek samochodowy, w którym zginęła moja mama Joanna. Walczyli o mnie najbliżsi. O właściwą rehabilitację, o jakąkolwiek sensowną diagnostykę. Do tego miałem ogromne trudności w relacjach społecznych, bo miałem poważną wadę słuchu. Dziś Facebook jest moim podstawowym narzędziem do komunikacji z ludźmi przez możliwość umieszczania tam mojej muzyki i zdjęć.
 
2.Co było najtrudniejsze dla Ciebie?
Najtrudniejszy jest dla mnie fakt, że byłem błędnie  diagnozowany przez 14 lat. Nie zbadano mojego słuchu określając mnie jako autystyka. Uważano, że jestem upośledzony intelektualnie. Nie było dla mnie dobrego miejsca w szkole. W ośrodku brano mnie za idiotę. W domu zostawiałem interesujące rzeczy, by nudzić się w takich miejscach.  Czułem się przez ten czas upokarzany. 
 
 
3. 14 lat to bardzo długo….Co Ci pomogło zaakceptować poczucie straconego czasu? Co dawało Ci najwięcej siły?
Do dziś nie całkiem zaakceptowałem, że tyle czasu stracono, mimo wysiłków rodziców, na poprawną diagnozę i „naprawienia” mi słuchu. Cały czas czułem, że można mnie „naprawić”.  Że te wszystkie szkoły, do których chodziłem są nie dla mnie. Tata i mama poddali się mojej presji. Szukali najlepszych lekarzy i to oni sprawili, że zostałem wreszcie właściwie zdiagnozowany po długim czasie. Pewnego dnia przyszli znajomi rodziców i polecili Światowy Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu prof. Henryka Skarżyńskiego. Dzięki nim narodziła się nadzieja na zmiany.
 
4. Jak zmienił się Twój świat po tym jak wszczepiono Ci implant ślimakowy do ucha?
Po założeniu implantu wiele się zmieniło, przede wszystkim wszystko było dla mnie nowe. Zacząłem słuchać, bawić się dźwiękami i po prostu wtedy już całkowicie zakochałem się w muzyce. Dzięki implantowi, mogę dziś usłyszeć całą orkiestrę, flety, wysokie dźwięki. Paradoksalnie mimo problemów ze słuchem, zacząłem rozwijać się muzycznie. Zakochałem się w dźwiękach i zacząłem się nimi delektować.  Wiele osób nie mogło uwierzyć. Słyszałem, że jestem jak Nikifor fortepianu. Muzyka stała się moim bezpośrednim kontaktem z otoczeniem i ludźmi. Taki swoisty translator mojego świata na zewnątrz.
 
 
5. Czy możesz opowiedzieć o momentach trudnych dla siebie, chwilach zwątpienia? Jak je przezwyciężałeś?
Oprócz problemów ze słuchem, mam też trudności wzrokowe, również  z mową i pisaniem. Krótko mówiąc - właściwie chyba ze wszystkim poza muzyką i komponowaniem. Sprzężone problemy w jednym drobnym ciele. Gdy  siadam do fortepianu i rozpoczyna grać np.  sonatę Księżycową - czuję dreszcze, prądy szczęścia. Wtedy myślę, a jednak – zrobiłem to! Mimo tego, że szkoła muzyczna w Krakowie odmówiła mi kształcenia, jak tylko nauczyciele dowiedzieli się, że jestem niepełnosprawny, nie chcieli nawet posłuchać, jak gram…  To były te trudne momenty odrzucenia przez ludzi. Gra na fortepianie pozwala mi odzyskać stracony czas i zapomnieć o tym, co w przeszłości było dla mnie bardzo trudne. I tak oto z nierokującego niemowlaka  16 lipca 2015 zagrałem w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego. Uczestniczyłem w wielkim muzycznym wydarzeniu –Festiwal „Ślimakowe Rytmy” organizowanym przez Instytut Fizjologii i Patologii   Słuchu  - wśród czternastu finalistów, wybranych z całego świata. Cała oprawa wydarzenia była dla mnie zaszczytem. To było  uhonorowanie mojej długiej drogi.
 
 
6. Czy możesz opowiedzieć o trudnościach (wahaniach, wątpliwościach, zwątpieniach, zniechęceniach, innych) jakie napotykałeś? Co było takiego, co przeważyło nad nimi, jak je przezwyciężałeś, aby podejmować kolejne kroki?
Zawsze starałem się być pracowity i ambitny. Po kilka godzin dziennie grałem na instrumencie. Po podjęciu nauki w Orawskiej Szkole Muzycznej ukończyłem ją z wyróżnieniem. Przedtem wiele szkół odmówiło mi możliwości kształcenia. Wyjątkiem była szkoła muzyczna w Laskach. Bardzo dużo ćwiczyłem na fortepianie, poznałem historię i teorię muzyki. Poszerzałem repertuar, teraz komponuje własne utwory i występuję na koncertach. Uważam, że nigdy nie wolno poddawać się w walce o swój rozwój, edukację i marzenia. W moim przypadku to było i nadal jest nieustanne pokonywanie barier własnych i otoczenia, które nie do końca rozumie problemy niepełnosprawnych.
 
7. Jak sobie poradziłeś z brakiem odpowiedniego miejsca w systemie edukacji? Co było najtrudniejsze i jak sobie z  tym poradziłeś?
Nie poradziliśmy sobie z tym. System „nie przewidział” takiego przypadku. Ostateczną barierą był wiek 24 lat, po którym system „wypluwa” ucznia. Pozostaje tylko kształcenie „na własny rachunek”. I tak stało się ze mną. System doprowadził tym sposobem do tego, że nie piszę gramatycznie, nie znam szeregu nawet zwykłych pojęć i słów, nie jestem rozumiany z powodu wady wymowy, którą można było skorygować. Teraz jest już za późno, a przecież byłem „objęty obowiązkiem edukacyjnym” narzuconym przez państwo. Państwo się z tego nie wywiązało.
Dałem się pochłonąć temu co mnie fascynowało czyli muzyce. Byłem całkowitym samoukiem. Niekształcony, całkowicie autentyczny. Sam uczyłem się nut,  choć pomagał mi w tym komputer… Pomogła mi w tym moja determinacja. Nie było dla mnie miejsca, więc postanowiłem, że włożę tyle pracy, aby poczuć, że pokonałem wszelkie przeszkody.
 
 
 
8. Gdybyś miał wskazać  rzeczy, które były Ci pomocne w radzeniu sobie przez te lata co to było? Co pomogło Ci w odbudowaniu rzeczywistości na nowo? Skąd brałeś siły?
Pomagał mi fortepian, odziedziczyłem go po mamie. Mam do niego sentyment, ale ten instrument to staruszek, po "przejściach",  jak ja. Potrzebny nowy, bo lepszej techniki na tym co mam nie nauczę się. Pomagają mi ludzie wielkiego serca. Przychodzi mi do głowy historia z fortepianem. Ktoś zobaczył jakiś reportaż w TV z moim udziałem i podarował mi pianino. Pomocne, ale o prostej konstrukcji, która też nie poprawi mojej techniki. Niezwykle pomocny był program PFRON-u „Komputer dla Homera”. Dzięki dofinansowaniu mogłem otrzymać komputer, którego się nauczyłem i korzystania z niego. To dziś właśnie Internet jest moim kanałem łączności ze światem. Pozyskuję wiele wiedzy, ale też i dzielę się swoimi przeżyciami i osiągnięciami. Tam nie ma barier językowych czy słuchowych. Jednak i tu spotkałem się często z niezrozumieniem i odrzuceniem. Ludzie nadal słabo toleruję wszelkie niepełnosprawności.
 
 
9. Jak Twoja sytuacja wygląda teraz? Co Ci pomaga?
Moja historia, nie da się ukryć, jest trudna. Wypadek mamy, skomplikowana choroba, błędna diagnoza, utracone lata. Jednak mój upór i oczywiście moich bliskich w dążeniu normalnej egzystencji pokazuje, że z nieregularnej surowej i niedoskonałej materii można coś wyrzeźbić. Coś w czym jest magia. Jak włożyć w to dużo miłości i pracy zaczynasz widzieć i słyszeć kształt… W naszej wieloletniej walce między innymi z systemem, zachowałem pogodę ducha. Staram się to pokazać w kontaktach z ludźmi i w moich kompozycjach, w których jest sporo melancholii i zadumy.  Wyrażam siebie poprzez muzykę. Cieszę się również, że mój problem został zauważony, a ja mogę pokazać jak wpływa zła diagnoza na losy człowieka. Nie ukrywam, trudno było się pogodzić z utratą czasu i niedostosowanym systemem edukacji do moich schorzeń. Jednak wiem, że los coś mi zabrał, ale i podarował. Jedni mi mówią, że to talent, ja dodaje jeszcze – ciężka praca. Mam nadzieję, że komuś posłuży moja historia w nabieraniu nadziei. Być może ktoś dowie się o Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu i Prof. Piotrze Henryku Skarżyńskim i uwierzy, że jeszcze dużo może się zmienić. Mi taką nadzieję dała miłość bliskich, sztuka i własna determinacja.
 
10. Co chciałbyś powiedzieć osobom, które są na początku tej drogi?
Jestem dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, a nadrobić można nawet 14 lat.
 
11. Jeśli miałbyś nadać tytuł swojej historii, jak by on brzmiał?
Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.
 
Dziękujemy za podzielenie się Twoją historią i Twoim doświadczeniem.
Wierzymy, że dzieląc się tym wszystkim co jest częścią Twojego życia, możesz pomóc innym.
 
 
 
Grzegorz Płonka to 29-letni ambitny muzyk. Cierpi na niedosłuch zmysłowo-nerwowy. Pianista, samouk z wszczepionym implantem ślimakowym. Niedosłuch zdiagnozowano u niego dopiero, gdy miał 14 lat, wcześniej sądzono, że cierpi na autyzm. Dopiero wtedy chłopiec zaczął się uczyć mówić. Jak by tego było mało doświadczył traumatycznego wydarzenia jako niemowlak - przeżył  wypadek, w którym zginęła jego mama.  W 2015 r. został laureatem konkursu "Ślimakowe Rytmy", na którym wykonał Sonatę Księżycową Ludwika van Beethovena. W 2016 został „Człowiekiem bez barier” na Gali organizowanej przez Stowarzyszenie „Integracja”.

 Z Grzegorzem rozmawiała Wiktoria Dróżka.
Odpowiedz


Nowe posty z tego działu muszą zostać zaakceptowane przez moderatora.
[-]
Szybka odpowiedź
Wiadomość
Wpisz tutaj swoją odpowiedź.

Weryfikacja obrazkowa
Wpisz tekst znajdujący się na obrazku w pole poniżej. Ten proces pozwala chronić forum przed botami spamującymi.
Weryfikacja obrazkowa
(wielkość znaków nie ma znaczenia)

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości